Zauroczony miejscem i atmosferą jaka panuje w tym małym Meksykańskim miasteczku wybrałem się kolejny raz żeby złowić duża rybę. Po wykonaniu dwóch telefonów tj. do przewodnika i hotelu miałem już załatwioną łódź i spanie. Jeszcze tylko samolot i możemy lecieć na spotkanie z oceanem i dużymi rybami. Jak zwykle podróż zaczęła się od lotniska Okęcie w Warszawie. Poprzez Paryż, Miasto Meksyk doleciałem do Ixtapy. Po odprawie celno bagażowej taxi zawiozła mnie do hotelu.

Po rozpakowaniu się i oczywiście zmianą ubrania na letnie, przecież wyleciałem w środku zimy a jestem w środku lata, jest koniec stycznia nadeszła pora zrobić zakupy i zjeść obiadokolację w lokalnym barze. Jest popołudnie i temperatura w uliczkach dochodzi do +50 stopni. W moim zaprzyjaźnionym barze który znajduje się na ternie lokalnego bazaru który zresztą pokryty jest blachą temperatura jest jeszcze wyższa. To wcale nie przeszkadza zjeść dania pod nazwą „Pachuga”.

Następnie powrót do hotelu alejkami promenady wzdłuż zatoki z licznymi restauracjami. Jest to okres wakacji w Stanach i Kanadzie dlatego na ulicy słychać angielski. Rano około 4:45 pobudka , toaleta, kąpiel i wymarsz około 5:30 do portu. U Pani Ewy zakup kawy lub herbaty , słodkich bułeczek na pierwsze śniadanie które jemy jeszcze w porcie. U niej kupujemy też kanapki na lunch podczas wędkowania i wodę. O godzinie 6:00 wypływamy z portu zaopatrzeni w zakupioną żywą przynętą i lodem do lodówki. Jest ciemno z wody która pruje dziób łodzi  wyskakują żyjątka które świecą jak brokat w wodzie. Po godzinie płynięcia na pełnym gazie rozpoczynamy łowienie ryb. Łowimy na 5 wędek.

gallery/jedzenie
gallery/wedki_rano

Mamy pierwsze branie jest to żaglica. Kapitan jak i ja preferujemy zasadę złów i wypuść. Jeżeli jest to tylko możliwe wszystkie ryby lądują w wodzie.

gallery/zaglica

Jest kolejna ryba, teraz Mahi-Mahi.

gallery/mahimahi

Łowimy do godziny około 14:00

Zmęczeni łowieniem ryb i upałem wracamy do portu. W hotelu kąpiel, siesta.

Około siedemnastej idziemy na obiad i codzienne zakupy. Powrót deptakiem na którym to w tym okresie jest miejscowy festiwal i pokazy dają miejscowe duże hotele. Impreza zaczyna się o 19 i kończy około 21.

gallery/smazenie_ryb

 Po występach wracamy do hotelu i udajemy się na odpoczynek, żeby następnego poranka pełni zapału udać się do porty i po przygodę z wielką rybą.

Kolejny dzień połowów i kolejne ryby.

gallery/tancerze
gallery/tancerka
gallery/rekin
gallery/tunczyk2
gallery/tunczyk

Dla urozmaicenia po południu wybieramy się też na miejscowe plaże, żeby zamoczyć nogi i podziwiać tutejsze smoki lub krokodyle. Przy okazji można popijać sok orzecha kokosowego

gallery/kokos
gallery/iguana
gallery/krokodyle

Czas biegnie szybko nie wiadomo kiedy zleciało sześć dni wędkowania.

Jest ostatni dzień czas wolny, samolot mamy wieczorem i udajemy się do delfinarium gdzie mamy zarezerwowane pływanie z delfinami.

gallery/delfin

Powrót do hotelu ostatnie pakowanie i odjazd taxi na lotnisko, odprawa biletowo bagażowa i wylot do Polski. Pełni wędkarskich wrażeń i niezapomnianych widoków oraz życzliwości tutejszej ludności do turystów planujemy kolejny powrót na wody Pacyfiku po jeszcze większe okazy. Jak wszystko dobre musi się skończyć i brutalność życia wita nas w Warszawie śniegiem i mrozem.

Adam Żmudziński

 

Powrót do Meksyku

Luty 2016 | Adam Żmudziński